Odpowiedź jest prosta. Potraktuj ten film jak ISO 3200. Całość opiera się na małym oszustwie naszego światłomierza.

Co to dokładnie znaczy?

  1. Wkładasz film do aparatu
  2. Ustalasz czułość jakiej potrzebujesz, w naszym przypadku ISO 3200. Tym sposobem oszukujemy światłomierz, który teraz dostosowuje nasze parametry ekspozycji (przesłonę i czas dla takiej wartości ISO)
  3. Fotografujesz ….
  4. Wywołując film w laboratorium, powiedź obsłudze że naświetliłeś film na ISO 3200. Wezmą to pod uwagę przy wywołaniu, przez co Twoje zdjęcia nie wyją niedoświetlone.
  5. Jeżeli użyłeś filmu do ręcznego wywołania, wywołaj go zgodnie z czasem wywołania dla filmu ISO 3200.

Właściwie to cała filozofia :-)

Co w przypadku gdy Twój aparat nie ma tak wysokiej wartości ISO?

Są aparaty w których ta wartość kończy się na ISO 1600, lub jeszcze niżej. Wtedy możemy w jeszcze inny sposób oszukać nasz światłomierz w aparacie :-)

Tak naprawdę różnica jednej „działki ISO” np. między ISO 400, a ISO 800 to jedna przesłona (1 EV), lub dwa razy krótszy czas naświetlania.

Więc różnica między ISO 400, a ISO 3200 to trzy przesłony, lub trzy razy krótszy czas naświetlania.

Przyjmijmy, że światłomierz wskazuje iż powinieneś użyć czasu 1/4s. Jest to zbyt długi czas, ponieważ otrzymasz poruszone zdjęcie. W takiej sytuacji będąc daleko od sklepu z filmami, a dysponując tylko filmem ISO 400, możesz się wyratować z sytuacji, następująco…

ISO Czas naświetlania
ISO 400 1/4s
ISO 800 1/8s
ISO 1600 1/16s
ISO 3200 1/30s

Możesz ten czas skrócić jeszcze bardziej jeśli chcesz uzyskać większe wartości ISO. Po prostu nie zwracasz uwagi na to co pokazuje światłomierz tylko robisz po swojemu na 1/30s.

Podobnie możesz operować przesłoną. Zwiększając wartość przesłony, jesteś wstanie również uzyskać wyższe ISO. Idealna do tego nadaje się również korekcja ekspozycji. Ale z reguły w takich aparatach są już te wyższe wartości ISO, więc nie będę o tym pisał.

Oczywiście nie uzyskujesz tak naprawdę wyższych wartości ISO filmu. Ono pozostaje takie jak fabryka dała. Po prostu film traktujesz jak gdyby miał wyższą wartość ISO (nie doświetlasz go na tyle co trzeba) i podczas wywoływania uwzględniasz jak został naświetlony film. Dzięki czemu zdjęcia nie wychodzą niedoświetlone, lecz poprawne.

Genialne, prawda? :-)

Kocham tą elastyczność negatywów :D

Warto wspomnieć, że film oczywiście zachowuje najlepszą jakość zdjęć przy ISO do którego jest przystosowany. Cała powyżej opisana operacja nazywa się forsowaniem filmu. Zdjęcia z takiego filmu maja większe ziarno, które być może czasami będziesz chciał uzyskać specjalnie. Wtedy znasz już przepis :-)

Wracając do tematu. Nie ważne tak naprawdę jakie masz wartości ISO w aparacie. Wystarczy, że nie doświetlisz film o trzy przesłony (użyjesz większej wartości), lub naświetlisz go trzy razy krótszym czasem naświetlania przez co możesz uzyskać czułość ISO 3200 i wyższe.

Najważniejsze by uwzględnić to przy wywoływaniu filmu. Nie zapomnij więc poinformować obsługę laboratorium o tym jak naświetlałeś film.

Uwaga: W momencie gdy mamy kilka klatek naświetlonych jak ISO 3200, a reszta jest naświetlona poprawnie na ISO 400, poprawnie wyjdą te których ISO uwzględnimy przy wywołaniu.

Nie wiem czy udało mi się to dobrze wyjaśnić. Jeśli coś jest nie jasne, pytaj śmiało w komentarzach :-)

Oczywiście człowiek zawsze znajdzie sobie coś, żeby sobie życie utrudnić :-) W niektórych (półautomatycznych) lustrzankach aparat sam wykonuje rozpoznanie ISO. Przez co niestety nie możemy zadecydować czy film forsujemy czy naświetlamy normalnie.

Ciekawostka:

Negatyw zawsze jest lepiej prześwietlić, niż go nie doświetlić. Z tego względu, że zawsze wpadnie na niego więcej światła przez co zapisze on więcej informacji o obrazie. Z takiego obrazu można później więcej „wyciągnąć” przy obróbce cyfrowej zdjęcia.

Ja zawsze celowo prześwietlam negatywy o 1 EV. Oczywiście bez przesady, gdy prześwietlisz o 4EV niestety nie które rzeczy po prostu wyją przepalone i nie da się już tego odratować

P.S. Nie zapomnij, że cały czas mowa o negatywie. Na slajdzie liczy się precyzja naświetlenia. A jeżeli fotografujesz cyfrowo sytuację wiadomo masz o wiele prostszą :-)